• Komentarze

    • Krzysztof E Wojciechowicz: Przede wszystkim, czy konformizm jest p. Łysiakowi potrzebny? Samo znaczenie tego słowa...
    • KrzysiekCSPB: Gratuluje Panu świetnego artykułu! Życzę Panu aby nie poddając się nie musiał jednak ginąć za sprawę...
    • Adrian Wachowiak: Witaj! Dzięki. Miło mi, że zaglądasz w moje skromne progi… Pozdrawiam serdecznie
    • kasia sz: Mądre słowa Adrian:)pozdrawiam
    • Andrzej: Dzięki.
  • W przygotowaniu

    • W krzyżu cierpienie...
    • "Tu nie będzie rewolucji", czyli pokłosie fałszywej dychotomii
    • Manipulacje po polsku
    • Notka socjologiczno-filozoficzna
    • Fotopytanie (2)
    • Alfabet samotnego wilka
    • Smoleńska dialektyka
    • Test Smoleński

    Tłumacz

    Rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem

    Z okazji Święta Niepodległości, w niedzielę 13 listopada, w londyńskim POSK-u, Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii i Biblioteka Polska zorganizowały debatę pt. “Piłsudski – Dmowski: idee II Rzeczypospolitej i ich współczesne konotacje”. Wzięli w niej udział wybitni polscy naukowcy: prof. Włodziemierz Suleja (autor biografii marszałka) i prof. Krzysztof Kawalec (biograf lidera endecji). Całość była moderowana przez prof. Andrzeja Nowaka, któremu po spotkaniu przedstawiciel redakcji Niepoprawnych.pl wręczył Krzyżyk Smoleński. Profesor był mile zaskoczony, powiedział, że będzie go z dumą nosił, po czym zgodził się na krótką rozmowę. Oto jej zapis… 

    - W tygodniu poprzedzającym 11 listopada ze zdumieniem przeczytałem, że odzyskanie niepodległości w 1918 roku nie było sukcesem Polski. Czy zgadza się Pan z taką diagnozą?

    Prof. Nowak: Oczywiście, że nie, bo Polska na tym najbardziej skorzystała. Więc w tym logicznym i gramatycznym sensie nie da się zakwestionować tego faktu. Chyba że ktoś uważa, że niepodległość Polski jest klęską. Drugi argument jaki mam w tej sprawie dotyczy sugestii, że to nie Polacy mają zasługi przy odzyskaniu niepodległości. Jest to radykalnie ahistoryczne stwierdzenie, ponieważ to nie tylko masowy ruch w rozbrajaniu Niemców, którzy przegrali wojnę, wojnę, nie z Polakami, ale z aliantami (wśród których byli także Polacy), ten masowy ruch z października, z listopada 1918 roku nie był jedynym aktem polskim w walce o niepodległość. To były wszystkie powstania, które wcześniej uznawaliśmy za przegrane, a które przypominały o sprawie polskiej, i które sprawiły, że karta polska mogła być wygrana i została mądrze wygrana przez polityków, o których w czasie dzisiejszej dyskusji rozmawialiśmy, czyli z jednej strony przez Romana Dmowskiego, z drugiej przez Józefa Piłsudskiego. Gdyby nie ta wielopokoleniowa walka, nikt by się o Polskę nie upomniał. Ani prezydent Wilson, ani tym bardziej niechętnie nastawiony do Polski premier David Lloyd George. Polska powstała dlatego, że Polacy tego chcieli, upominali się o to przez stokilkadziesiąt lat, kiedy im niepodległość była zabrana. A odzyskała tę niepodległość w korzystnym momencie, który umiała wykorzystać. W momencie, do którego przygotowywała się zarówno w jednym, jak i w drugim obozie, które rywalizując między sobą – obóz Piłsudskiego i obóz Dmowskiego – potrafiły skutecznie współpracować na rzecz Polski.

    - Przejdźmy teraz do teraźniejszości i obchodów w Warszawie. Zbigniew Romaszewski podsumowując przekazy informacyjne z tych wydarzeń stwierdził, że “relacje medialne z marszu były najbardziej zakłamanymi po 1989 roku”. Prawda czy przesada?

    Prof. Nowak: Niestety na ten temat nie potrafię się wypowiedzieć, bo nie było mnie w Polsce, więc nie widziałem także relacji medialnych.

    - W takim razie zostawmy na chwilę 11 listopada. Ogólnie rzecz biorąc: czy z naszymi mediami jest tak źle i pokazują zakłamaną rzeczywistość?

    Prof. Nowak:  Media pokazują radykalnie zakłamaną rzeczywistość. Z tak ogólnie sformułowaną diagnozą, nie dotyczącą tylko 11 listopada i manifestacji w tym dniu organizowanej w Warszawie, mogę się tylko zgodzić. Niestety. Nie było jeszcze takiej sytuacji w Polsce niepodległej, żeby w całości wszystkie liczące się media elektroniczne, liczące się siłą swoich wzmacniaczy – w tym sensie, popierały obóz rządzący, rezygnując z tego zasadniczego dla kształtu demokracji funkcjonowania jakim jest “czwarta władza” w każdej demokracji. Czyli sprawa krytyki, i to ostrej, bezpardonowej krytyki rządzących. Media w Polsce skupiają się wyłącznie na krytyce opozycji, co stwarza sytuację niebezpieczną dla wolności Polaków.

    - Miałem jeszcze parę pytań, dotyczących warszawskich wydarzeń, ale skoro Pan profesor nie był na miejscu, to chciałbym poruszyć jeszcze tylko jedną kwestię. Internet, czyli świat wirtualny, paradoksalnie stał się jedynym miejscem, w którym można się przekonać, że rzeczywistość opisywana przez media głównego nurtu jest wirtualna właśnie. W tym sensie chciałbym zapytać Pana o opinię nt. inicjatywy Krzysztofa Czabańskiego i powołania do życia Federacji Mediów Niezależnych, które tworzą między innymi portale internetowe.

    Prof. Nowak: Oczywiście jest to słuszna inicjatywa, mająca za cel skupienie wysiłków ludzi rozproszonych, większą współpracę między spychanymi na margines. Ale dodam to tego, że ta inicjatywa nie może zastąpić walki o miejsce w centrum debaty publicznej. Nie na jej marginesie, ale w centrum. Tzn. bezpardonowej walki o demokrację. Tak, bezpardnowowej walki o demokrację, dla której największym zagrożeniem w tej chwili są media. Media centralne, które kłamią i manipulują opinią publiczną, kłamią w sposób bezwstydny, wzmacniając nawzajem swoje kłamstwa.

    - Jak z tym walczyć?

    Prof. Nowak:  Z jednej strony tworząc własne media i nagłaśniając kłamstwa, ewidentne manipulacje dokonywane w głównych mediach elektronicznych. Po drugie: akcja obywatelskiego nieposłuszeństwa. Skoro zostały nam zabrane media publiczne, skoro ma prawo w nich występować niejaki Nergal, a nie ma prawa w nich odbywać się rzetelna debata, są jakieś listki figowe, w postaci przywróconej na marginesie, w trzecim programie dyskusji prowadzonej przez Jana Pospieszalskiego, co nie zastąpi wolnych mediów. Jeśli one są jakie są, to nie są publiczne i w takim razie nie powinniśmy za nie płacić abonamentu. Powinniśmy też na każdym kroku piętnować, tak jak kiedyś, w stanie wojennym: “Prasa kłamie”, “telewizja łże”. Zwłaszcza niektóre telewizje. Trzeba to podkreślać i pisać. Tak jak było w stanie wojennym. Skoro zostaliśmy zepchnięci do tego położenia, trzeba manifestować nie przeciwko rządowi – trzeba manifestować pod siedzibami wielkich telewizji. Wielotysięczne, wielkie manifestacje nie przeciwko rządowi – to nie ma sensu. Rząd to są marionetki służące znacznie potężniejszym od nich siłom, których główną maczugą są nie policjanci, choć ci potrafią bić jak słyszałem w sprawie ostatniej manifestacji, ale są wielkie telewizje i ich sprzedajni redaktorzy.

    Poniżej prezentujemy również ciekawą wypowiedź prof. Nowaka dla polskiej audycji “Polish Show” (Radio Free Brighton)

    Po katastrofie smoleńskiej okazało się, że nasz kraj odbiega daleko od normalności. Został pokazany szereg nieprawidłowości w śledztwie, a Polacy poszli i wybrali rząd który patronował tym nieprawidłościom. Jak Pan to wytłumaczy?

     Prof. Nowak: Jeżeli media są tak skupione w jednym ręku i do tego stopnia mają władzę nad umysłami Polaków, to niestety dopóki rzeczywistość nie stanie się murem, o który rozbiją się Polacy, moja wsólnota, rozbije się kalecząc się boleśnie, dopóty będziemy szli jak obłąkani za tymi mediami. Tu jest problem. Problem mącenia w głowach Polaków, skutecznego systemu tworzenia iluzji rzeczywistości, w którą bardzo wielu z nas uwierzyło. I dopóki, powtarzam, nie uderzą się ludzie we własną głowę o mur rzeczywistości, nie zobaczą, że nie żyjemy na zielonej wyspie, że Rosja, o której minister Sikorski powiedział we wrześniu 2009 roku, że jest najbardziej demokratyczna w całej swojej historii i nigdy nie spełniała praw człowieka jak w tym momencie, nie jest bezpiecznym polskim sąsiadem, że polska prezydencja w Unii Europejskiej nie wygląda w taki sposób, że Polacy, rząd mają cokolwiek do powiedzenia, ale że jest to tylko śmieszny parawan dla niemocy obecnego systemu władzy. Dopóki Polacy się osobiście o tym nie przekonają, dopóty będą dalej mogli być manipulowani. Manipulacja medialna jest najprostszą odpowiedzią na większość pytań, w tym na takie, które pan postawił.

    (zapis rozmowy nie został autoryzowany, a jego kopia została przesłana panu prof. Nowakowi)

    1.   

    Niemcy w Warszawie widziani z Londynu

    11 listopada w Warszawie obok Marszu Niepodległości odbyła się jego tzw. blokada, której promotorem była, między innymi, organizacja o nazwie Anifa Poland. Na jej stronach internetowych można przeczytać, że fizyczna konfrontacja z faszystami jest nieunikniona oraz że wiele ich działań… przekracza granicę legalności. Przypominam, że art. 13 obowiązujacej w Polsce konstytucji mówi o tym, iż istnienie organizacji dopuszczających stosowanie przemocy jest prawnie zakazane. Innymi słowy członkami Antify powinien zająć się prokurator.

    Ale takie organizacje nie przeszkadzają naszym kochanym celebrytom. Takim jak Szyc, Pszoniak, Karolak, czy moja koleżanka Gąsiorowska, którzy w ramach akcji Kolorowa Niepodległa zachęcali do przeciwstawienia się nienawiści, przemocy i faszystom właśnie. Na pomoc wezwali też towarzyszy z Niemiec, czyli regularne lewackie bojówki, które władze naszego sąsiada uważają za organizację terrorystyczną. No i nawoływali do bojkotu Marszu Niepodległości ile wlezie. Nawiasem mówiąc łamali przy tym prawo, gdyż paragraf pierwszy art. 52 kodeksu wykroczeń mówi: „Kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia (…) bezprawnie zajmuje lub wzbrania się opuścić miejsce, którym inna osoba lub organizacja prawnie rozporządza jako zwołujący lub przewodniczący zgromadzenia (…) posiadając przy sobie broń, materiały wybuchowe lub inne niebezpieczne narzędzia (…) podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny”.

    Ci ludzie stwierdzili, że trzeba zablokować nacjonalistów. Szkoda tylko, że nie byli w stanie wydukać do kamery co to jest faszyzm, nazizm czy nacjonalizm, mieszając dowolnie te pojęcia, zrównując je ze sobą i dając do zrozumienia, że bycie nacjonalistą jest obciachowe i niebezpieczne zarazem. A co to jest ten nacjonalizm? Jak to w dzisiejszych czasach brzydko brzmi, no nie? A przecież nacjonalizm to nic innego jak postawa społeczno-polityczna, uznająca naród za najwyższe dobro w sferze polityki. Nacjonalizm uznaje sprawy własnego narodu za najważniejsze. Według encyklopiedii powszechnej PWN nacjonalizm to „ideologia polityczna, według której podstawowym zadaniem państwa jest obrona interesów narodowych”. W takim sensie przywódcy państw, którzy przede wszystkim dbają o sprawy swoich krajów są… nacjonalistami. Krótko mówiąc: każdy, komu zależy na dobrobycie swojego kraju jest nacjonalistą.

    Ale u nas, w Polsce, świętowanie odzyskania niepodległości, wedle obowiązującej propagandy mediów głównego nurtu, jest przejawem faszyzmu, czyli czymś skończenie paskudnym. Tym samym historia zatoczyła koło, bo trzeba pamiętać, że w Marszu Niepodległości brali udział kombatanci Armii Krajowej. Jak rozumiem to są ci faszyści, którym należy dać odpór. Czyż po wojnie ludzie zbrojnego podziemia, żołnierze AK nie byli nazywani przez komunistów gwałcących Polskę per faszyści?

    Cóż, w ten sposób, poprzez walkę z obchodzeniem rocznicy odzyskania niepodległości, poprzez fałszywe oskarżenia o faszyzm czy nazizm, zniechęca się młode pokolenia do pielęgnowania pamięci historycznej. Dzięki temu ruguje się ze świadomości narodowej jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Polski. I to się niestety udaje. Dla większości Polaków niepodległość, pamięć historyczna niewiele znaczy. Ale nie ma co się dziwić, skoro na czele rządu stoi człowiek, dla którego „polskość to nienormalność”. Efekty takiej działalności są również widoczne wśród Polaków mieszkających w UK. 11 listopada na wyspach można było zobaczyć przechodniów z makami przyczepionymi do ubrań, którzy w ten tradycyjny sposób świętowali „Remembrance Day”, ale obok wielu talerzy „Cyfry +” nie dane mi było zobaczyć ani jednej polskiej flagi…

    Warto w tym miejscu przybliżyć obchody 11 listopada na wyspach. Otóż w zeszłym roku islamscy radykałowie zakłócili święto, paląc przy tym publicznie maki symbolizujące pamięć o żołnierzach, którzy zginęli za Ojczyznę. Została wywołana awantura, z której jednak wyciągnięto wnioski i w tym roku policja udaremniła dwie próby zamieszek. Według terminologii polskiej lewicy brytyjskie władze zachowały się niczym faszyści, pacyfikując stanowczo fanatyków. Ale dzięki temu w całym kraju spokojnie i z powagą celebrowano jedno z najważniejszych świąt patriotycznych w Zjednoczonym Królestwie. Trzeba też pamiętać, że Anglia wygrała bitwę o pamięć historyczną z… FIFĄ. Włodarze światowego futbolu zabronili angielskim piłkarzom występu w koszulkach, na których wydrukowano popularne maki. Ostatecznie Anglicy wymusili kompromis i rozegrali mecz z makami, tyle że nie na koszulkach, a na opaskach. Polacy tymczasem w dniu swego święta grali w trykotach bez orzełka. Nawet komunistom nie przyszło do głowy usuwanie godła z koszulek reprezentacji narodowej. Ot, różnica między światłą Polską i faszystowską Anglią.

    A jak świętowali rocznicę odzyskania niepodległości Polacy w Wielkiej Brytanii? 13 listopada w londyńskim POSK-u odbyła się zorganizowana przez Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii i Bibliotekę Polską debata pt. “Piłsudski – Dmowski: idee II Rzeczypospolitej i ich współczesne konotacje”. Wybitni polscy naukowcy, prof. Włodzimierz Suleja i prof. Krzysztof Kawalec, przedstawili idee i życiorysy dwóch Wielkich Polaków, a całość była sprawnie moderowana przez prof. Andrzeja Nowaka. Sala wypełniona po brzegi, podniosła atmosfera i ciekawie prezentowane wykłady wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Niestety, z całym szacunkiem dla kombatantów i „starej” Polonii, ludzi młodych można było policzyć na palcach jednej ręki. Prof. Kawalec kończąc spotkanie, na pytanie od publiczności co zostało nam z tradycji II Rzeczypospolitej, odpowiedział tyle krótko, co gorzko: „II RP umarła bezdzietnie”. Nie do końca mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić, bowiem pewne idee są wciąż żywe. Mam na myśli poglądy Róży Luksemburg i całego SDKPiL, przejęte następnie przez Komunistyczną Partię Polski. To ich spadkobiercami jest choćby Krytyka Polityczna, zapraszająca Niemców, by bili Polaków w nasze święto. To oni, podobnie jak przywołane organizacje, kwestionują ideę niepodległości jako taką. W tym sensie ich blokada, jest jawnym blokowaniem polskiej suwerenności.

    Co z tego wyszło mieliśmy okazję przekonać się w ubiegły piątek. Różnorodność, o której tak wiele mówili przedstawiciele Porozumienia 11 Listopada, czyli organizatora Kolorowej Niepodległej, najlepiej była widoczna w jednolitych czarnych strojach niemieckich „antyfaszystów” i ich monotonnym uzbrojeniu – wszyscy dzierżyli drewniane pałki. Tę tolerancję i walkę z niewawiścią, którą hucznie zapowiadano, widać szczególnie na nagraniu, na którym „antyfaszyści” biegną bić „faszystę” z okrzykiem „dawaj k…rwę”, by za chwilę tegoż „faszystę” okładać wyrwanym drzewcem polskiej flagi. „Pokojowy to jest prostest” – skandowała Kazimiera Szczuka ze sceny oddalonej o kilkadziesiąt metrów, przy akompaniamencie totalnie biernej policji. Ale tego nie zobaczycie w telewizji. Tak samo nie zobaczycie przemarszu I Pułku Piechoty Legii Nadwiślańskiej. Tego samego, którego uczestnicy byli znieważani przez Niemców. Pokojowo, oczywiście. Członek grupy rekonstrukcyjnej podczas uroczystej defilady został zaatakowany przez „antyfaszystę”, który opluł jego historyczny mundur i rzucił się na niego z pięściami. Policja stała obok, a przebrani w polskie mundury z doby napoleońskiej pasjonaci historii byli atakowani przez niemieckich „antyfaszystów”. Odwiedziwszy wiele krajów, w tym Niemcy i Rosję, przez ułamek sekundy nie pomyśleli, że coś podobnego może ich spotkać w stolicy swego kraju, w dniu Święta Niepodległości.

    W ramach różnorodności uczestnicy happeningu „Kolorowej Niepodległej” mogli posłuchać… rosyjskich pieśni (!). Widać od razu jakiej niepodległej domaga się pani Szczuka i jej, nomen omen,  towarzysze. Tego jednak nie pokazali w TVP, TVN i Polsacie… Z kolei okrzyki „zabierzcie naziola” i „zabijcie naziola”, padające pod adresem mężczyzny z zakrwawioną głową, można było zobaczyć w wieczornych newsach. Nikt natomiast nie dopowiedział, żaden dziennikarzyna, że to nie był żaden „naziol”. Ten człowiek został pobity przez „blokujących” krytykantów politycznych… przez pomyłkę! Bo „pokojowi” demonstranci, z braku autentycznych nazisto-faszystów, z przeproszeniem, napieprzali kogo się dało. W ramach różnorodności, ma się rozumieć… I w ramach umiejętnie podjętej gry na wzniecenie zamie…, tfu, pokojowej manifestacji. Świadczą o tym pałki, kastety i gaz łzawiący, znalezione w kawiarni Nowy Wspaniały Świat, która stała się azylem dla „pokojowych” Niemców. Rzeczywiście wspaniały świat fundują nam za państwowe pieniądze ludzie związani z „Krytyką Polityczną”.

    Ktoś może mi zarzucić stronniczość, ale wszystko co opisałem miało miejsce poza „Marszem Niepodległości”. Czy to oznacza, że po prawej stronie nie doszło do zadym? Doszło – idioci są wszędzie. Ale te małe grupki nazistów nie miały nic wspólnego ani z organizatorami, ani tym bardziej z uczestnikami! Natomiast przekaz medialny został skonstruowany tak, aby przeciętny Polak kojarzył warszawskie rozruchy z Marszem. To jak wyglądała demonstracja ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej? Relacje osób, które brały w niej udział są podobne do siebie niczym Chińczycy: było spokojnie. Dlaczego więc tak kłamliwie zniekształcono przekaz? Już wyjaśniam: oficjalnie „przekaziory” podały, że uczestników marszu było 1500. Ma się to nijak do liczb podawanych przez uczestników i organizatorów. Według różnych szacunków było od 20 aż do 90 tys. ludzi. Nie znam dokładnej liczby i myślę, iż nikt jej nie zna. Wiem natomiast, że gdy pochód dochodził do Pl. Na rozdrożu, jego „ogon” kłębił się jeszcze na Pl. Konstytucji. Biorąc pod uwagę fakt, że cała 4 km trasa była szczelnie zapełniona demonstrantami, udzielcie sobie sami odpowiedzi na pytanie kto tu kłamie.

    Marszałek Piłsudski, jeden z architektów odzyskania przez Polskę niepodległości w listopadzie 1918 roku, człowiek, który zaledwie półtora roku później potrafił tę niepodległość obronić, bijąc Bolszewików w Bitwie Warszawskiej, powiedział: „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani prawa do przyszłości.” Otóż to. W historii nie ma nic na zawsze. “Ci, którzy nie znają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie” – pisał Santayana. Warto o tym pamiętać każdego 11 listopada, w rocznicę dnia, w którym po 123 latach Polska wróciła na mapę świata. Szczególnie mając na uwadze smutne wydarzenia z Warszawy.

    Obchody Święta Niepodległości w Londynie

    Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii i Biblioteka Polska – POSK w Londynie

    zapraszają

    NA UROCZYSTE OBCHODY ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI

    W DNIU 13 LISTOPADA 2011 

    Program:

    1. Msza Święta w Kościele Garnizonowym pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli, godz. 12

    ADRES: 1 Leysfield Road, Londyn W12 9JF

    2. Obchody Święta Niepodległości w Teatrze POSK, godz. 16

    Debata nt. “Piłsudski – Dmowski: idee II Rzeczypospolitej i ich współczesne konotacje”

    udział biorą:

    prof. dr hab. Włodzimierz Suleja, autor książki o Józefie Piłsudskim

    prof. dr hab. Krzysztof Kawalec, autor książki o Romanie Dmowskim

    moderator debaty:

    prof. dr hab. Andrzej Nowak

    WSTĘP WOLNY ZA OKAZANIEM BILETU

    rezerwacja: tel 0208 741 1606

    odbiór:  kasa POSK w dniu 13 listopada od godz. 13

    Jak Polacy traktują UK...

    Pragnę zaprezentować Wam kolejny felieton o polskich emigrantach zamieszkujących Wielką Brytanię. Jego wersję audio można usłyszeć 2 listopada 2011 roku  o godzinie 19:00 (w Polsce o 20:00) na “falach” internetowego  radia Free Brighton w audycji “Polish Show”. Serdecznie zapraszam!

    Wbrew zaklęciom pożytecznych idiotów tzw. zjednoczona Europa to mit. Cudownym tego przykładem jest Bruksela – formalne centrum unijnych komisarzy i zarazem stolica Beligii, jednego z najbardziej podzielonych europejskich krajów. Piękny paradoks. Nie chodzi tylko o to, że Belgia jest pozbawiona rządu od zeszłego lata i tym samym pobiła już wszystkie rekordy świata w długości kryzysu politycznego. Przede wszystkim chodzi o to, iż 90% ogółu zawieranych małżeństw stanowią związki w obrębie tej samej grupy etnicznej – mieszkańcy Flandrii ślubują dozgonną miłość mieszkańcom Flandrii, a Walończycy żenią się lub wychodzą za mąż prawie tylko za Walończyków. To pokazuje, że ględzenie o jedności europejskiej jest tylko… ględzeniem.

    Dlaczego o tym mówię? Bo kontynuując rozważania nt. Polaków na emigracji, konkretnie Polaków w UK, zacząłem się zastanawiać nad tym, jak traktujemy państwo, w którym przyszło nam żyć. Pozornie ma to niewiele wspólnego z mitem zjednoczonej Europy. W praktyce kapitalnie ilustruje stosunek przeciętnego Europejczyka, w tym także Polaka, do państwa i jego instytucji.

    Tak więc przywołany przeciętny Europejczyk ma swoje państwo w nosie. Tzn. niezupełnie w nosie: interesuje się nim tylko, gdy chodzi o „socjal”. I reaguje tylko wówczas, kiedy rządzący zabierają coś z darmowej miski. No, chyba że sprawy dotyczą sponiewieranych przez los homosiów lub czegoś równie fundamentalnego – wtedy głos ludu wybrzmiewa niczym trąby Jerychońskie. Ale ogólnie panuje totalna ignorancja, konsumpcjonizm i hedonistyczny karnawał, który ma być sponsorowany przez państwo.

    W tym sensie Polacy są Europejczykami pełną gębą. Ale nie tylko w tym. My dodatkowo mamy spuściznę PRL-u i wyhodowane całe generacje ludzi, którzy państwo jako takie uważają za swojego śmiertelnego wroga i dojną krowę jednocześnie. Ludzi, którzy mają nawyki do kombinowania i zero odpowiedzialności za dobro wspólne.
    Na marginesie trzeba zauważyć, że pomimo chciejstwa polskiej klasy politycznej i różnej maści autorytetów moralnych, Polacy nie wyjechali na wyspy, by realizować polityczne idee o zjednoczeniu kontynentu, tylko po to, by się dorobić. Czyli zwyczajnie jest to emigracja zarobkowa, „za chlebem”.

    No to jak traktujemy swoją drugą ojczyznę? Odpowiem pytaniami: ilu Polaków w UK, mając do tego prawo, bierze udział w wyborach? Ilu z nas jest w ogóle zarejstrowanych jako potencjalni wyborcy? Kto z nas interesuje się „current affairs”, czyli sprawami bieżącymi? A kto ogląda „newsy” lub czyta prasę codzienną?
    To są oczywiście pytania retoryczne, które pokazują nasz stosunek do Wielkiej Brytanii. O zaangażowaniu się w sprawy publiczne czy lokalne inicjatywy w ogóle nie warto wspominać. Tego nie ma i być nie może, bo postkomunistyczni Polacy traktują państwo w kategoriach roszczeniowych i słynne zdanie Kennediego – „nie pytaj co kraj może zrobić dla ciebie, pytaj co ty możesz zrobić dla kraju” – jest im zupełnie obce.

    Z drugiej strony prawie każdy wie, do którego okienka w urzędzie ma się udać, by odebrać kasę. Wie też co zrobić, by wyłudzić różnego rodzaju świadczenia, jak oszukać stosowny urząd, by dostać więcej „benefitów”. Nie ma problemu z naginaniem przepisów, wyszukiwaniem luk w prawie. Ale też nie ma bladego pojęcia kto w parlamencie reprezentuje jego region i kto jest jego radnym!

    Reasumując: Polacy w UK świetnie się bawią i nie interesując się otaczającą ich rzeczywistością sami pozbawiają się prawa jej kształtowania. Nie zdają sobie sprawy z tego, że w świetle kryzysu podgryzają rękę, która ich żywi. „Hulaj dusza, piekła nie ma”, „po nas choćby potop” – te powiedzenia najlepiej oddają stan ducha przytłaczającej większości naszych rodaków na wyspach. I fakt, że Brytole w swojej masie postępują podobnie jest marnym usprawiedliwieniem.

    Większa mniejszość, czyli niespójna kupa Polaków w UK

    Mój przyjaciel zaproponował mi współpracę z Radiem Free Brighton, a konkretnie nagrywanie felietonów do audycji Edyta’s Polish Show. Pierwszy z nich zostanie wyemitowany 19 października br. o godzinie 20:00 polskiego czasu. Co prawda dla mnie ostatnim tego typu doświadczeniem było nagrywanie reklam w agorowskim, nieistniejącym już radiu  ”Pomoże” (pokręcone te wilcze ścieżki!) w roku… cholera nie pamiętam dokładnie – chyba w 2004, ale sobie pomyślałem, że skoro taki Tusk może być premierem, to ja mogę być radiowcem, no nie? I jestem nieskromnie pewny, że ja się do tego nadaję lepiej niż on do rządzenia Polską… W końcu “mam diploma” – jak mawia Rewiński. No a skoro prowadzę bloga, to uznałem, że warto też i na nim opublikować moją radosną twórczość. Oto ona! (wszystkich, którzy pragną usłyszeć samotnego wilka “live & acoustic” serdecznie zapraszam do słuchania RFB)

    Odkąd moja stopa po raz pierwszy dotknęła wysp brytyjskich i odkąd miałem okazję poobserwować Polaków żyjących tutaj, nurtuje mnie pytanie: jacy, my Polacy na emigracji, jesteśmy? Zalatująca truizmem odpowiedź, że tacy jak w Polsce, jest tyle prawdziwa, co uproszczona. Rzecz jasna w krótkim felietonie nie sposób dokonać całkowitej analizy tego zjawiska. No ale można pokusić się o zaakcentowanie najistotniejszych jego cech. Czytaj dalej…